Dzień 1

Wczoraj, późnym wieczorem, kiedy tępo wpatrywałem się w ścianę, coś zaczęło walić w drzwi wejściowe. Nie wydałem z siebie żadnego dźwięku, bałem się ruszyć. Światła w domu były pogaszone, rolety opuszczone na okna, więc ten ktoś nie mógł wiedzieć czy wewnątrz są ludzie.
Uderzenia były cykliczne, jakby był wybijany rytm. Po kilku minutach zaległa cisza. Wsłuchiwałem się w tę ciszę żeby wychwycić jakiś ruch, kroki, cokolwiek. Wydawało mi się, że słyszę sapanie, ale równie dobrze mógł to być mój przyspieszony oddech. Starałem się nie wydawać żadnych dźwięków. Miałem nawet wrażenie, że bijące jak szalone serce może zdradzić moją obecność. A może tak byłoby lepiej? Może intruz po zorientowaniu się, że wewnątrz są domownicy zrezygnowałby i odszedł?

W końcu usłyszałem coraz cichsze, oddalające się stąpanie. Przymknąłem oczy i odchyliłem głowę do tyłu westchnąwszy głęboko. W tym momencie na nogi zerwał mnie huk – coś ciężkiego uderzyło w okno! Jezu, jaki byłem szczęśliwy, że mam antywłamaniowe szyby. Co prawda nie wiedziałem nic o ich wytrzymałości, ale póki co zdały egzamin. Przemogłem się, podszedłem do okna i przez szparę między roletą a ramą okienną spojrzałem na zewnątrz. Na ziemi leżała cegła oblepiona resztką starej zaprawy. Kilka metrów dalej stał… stała ludzka postać. Nie umiem dokładnie opisać tego co zobaczyłem. Wychudzony, nienaturalnie odgięty do tyłu raczej mężczyzna w średnim wieku. Wyglądał jak po wypadku samochodowym. Miał poszarpane ubranie, zastygłą na twarzy i dłoniach krew i coś ze szczęką, jakby złamaną, przemieszczoną. Błyskające światło zepsutej latarni ulicznej sprawiało wrażenie stroboskopu, przez co miałem wrażenie, jakby to coś poruszało się poklatkowo.

Poczułem jakbym tracił przytomność, tracił kontakt z rzeczywistością, jakby to był tylko senny koszmar.
Postać ponownie ruszyła w stronę domu, a ja mogłem jedynie obserwować i modlić się (o Boże, jak dawno tego nie robiłem), żeby sobie poszła i zostawiła mnie w spokoju. Jak często coś idzie po Waszej myśli? Ja mam wrażenie, że zbyt rzadko, a jednak napastnik zatrzymał się, z niemałym trudem obrócił i po prostu ruszył przed siebie. Odprowadziłem go wzrokiem i opadłem na podłogę. Chyba nigdy się tak nie bałem. Dłonie i plecy miałem mokre od potu mimo panującego w domu chłodu a jedna z powiek nieznośnie drgała.

Tej nocy powziąłem decyzję, żeby przenieść się do piwnicy, a że dostać można się do niej wychodząc z domu, poczekałem do świtu. Być może będę tu spędzał tylko noce, jeszcze nie wiem. Co prawda jest to ślepy zaułek, ale jedyna droga do niej prowadzi przez solidne, metalowe drzwi, które można łatwo zabarykadować. Muszę jeszcze tylko wymyślić jakiś system monitoringu – przeszukam w domu elektroniki, która może się przydać.

Póki co muszę się chociaż na chwilę zdrzemnąć, bo do końca nocy nie zmrużyłem oka. Miałem za to dużo czasu do przemyśleń, co w obecnej sytuacji nie jest zbyt dobre. Martwiłem się o rodzinę, która niedawno przeniosła się za granicę. Czy w całej Europie, a może na całym świecie dzieje się to samo? I na Boga, co się dzieje?
Kontakt jest utrudniony ze względu na niedziałającą sieć komórkową. Na szczęście ciągle jest prąd i internet, ale nikt na maile nie odpowiada.

Coraz bardziej odczuwam głód…

Dodaj komentarz

Proszę Zaloguj się aby komentować pod swoim nickiem