Dzień 2

Znowu w nocy nie mogłem spać. Z zewnątrz dochodziły różne dźwięki, których w większości nie potrafiłem rozpoznać. Może to były kroki, może stukot przesuwających się z wiatrem przedmiotów… Dwukrotnie słyszałem przejeżdżający samochód.

Ciekawe jak radzą sobie sąsiedzi, nie widziałem ich od kilkunastu dni. Starsze, bardzo miłe małżeństwo. Lubiłem ich za to, że nie wchodziliśmy sobie w drogę, nigdy nie mieli o nic pretensji i w zasadzie często zapominałem o ich istnieniu. Teraz nachodzą mnie dziwne myśli – chętnie wpadłbym do nich na kawę i porozmawiał o duperelach. Ot, taka zwykła, sąsiedzka wizyta. Czy jeszcze kiedyś będzie taka możliwość? A jeśli tak, czy nadal będę doceniał chwile spędzone z drugim człowiekiem bez zamartwiania się o życie swoje i bliskich? Dopiero teraz dostrzegam co utraciłem, a o czym wcześniej nawet bym nie pomyślał.

Postanowiłem, że wczesnym rankiem zrobię rekonesans najbliższej okolicy. Musiałem kiedyś zdobyć coś do jedzenia, więc i tak wyjście z domu by mnie nie ominęło. Poza tym wpadłem w melancholijny nastrój i poczułem nieodpartą chęć obcowania z naturą. Cóż to się dzieje z głową, kiedy człowiek jest narażony na ekstremalny stres. 

Usunąłem barykadę spod drzwi piwnicy i lekko je uchyliłem. Mimo wolnego ruchu zawiasy wydały z siebie niesamowity zgrzyt. Ileż to razy planowałem coś z tym zrobić. Kto by pomyślałem, że taka pierdoła może zaważyć na moim być lub nie być? Oczywiście w tej samej chwili postanowiłem, że już niczego nigdy nie będę odkładał na później. Jednak życie zwykle weryfikuje takie postanowienia w sposób negatywny – “wtedy to była inna sytuacja”. Byłem ciekaw ile jeszcze takich zaniedbań może mieć wpływ na moje dalsze losy.
Na szczęście nikogo ani niczego nie było w pobliżu i nadal jedyne co słyszałem to suche liście przesuwające się w powiewach wiatru po chodniku.

Powietrze było cudowne, świeże, chociaż dało się odczuć chłód poranka. Nie miałem pojęcia, że piwnica jest taka zatęchła. Wcześniej nie zwróciłem na to uwagi. Po wyjściu z niej głęboko nabrałem powietrza i przez chwilę poczułem się normalnie, jakbym jak co dzień szedł do pracy, albo w sobotni poranek do piekarni po chleb i obowiązkowe, francuskie rogaliki do kawy. Ta ostatnia myśl przypomniała mi o pustym żołądku, który najwyraźniej zdążył się już skurczyć, bo głód nie był tak uciążliwy jak poprzedniego dnia.

Minąłem ogrodzenie i szedłem wzdłuż żywopłotu. Była lekka mgła i ograniczona widoczność. Przeszedłem kilkadziesiąt metrów ostrożnie stawiając stopy. Wydawało mi się, że ziemia pode mną z każdym krokiem wydaje nieznośny hałas, jakby jakaś prasa rozgniatała żwir. W takich chwilach nawet kurtka szeleści w nieznośny sposób. Szedłem dalej.

Droga niesamowicie się ciągnęła, w końcu nigdy nie szedłem nią tak wolno i z taką uwagą. Byłem tak skupiony na stąpaniu, że przestałem wpatrywać się w dal. Jednak kiedy podniosłem wzrok, niemalże na końcu ścieżki dostrzegłem majaczącą we mgle postać. Ciało dziwnie zachowuje się w takich sytuacjach. Każde zwierzę bez zastanowienia w sytuacji zagrożenia po prostu by uciekło, a mnie zamurowało. Nie mogłem się ruszyć. Poczułem tylko jak ogarnia mnie uczucie gorąca i znowu to dziwne osłabienie jak poprzedniego wieczora. Wiedzieliście, że można panikować nie ruszając nawet palcem? W mojej głowie po prostu huczało. Bałem się odwrócić, bo przecież przez całą drogę nie patrzyłem za siebie! Idiota!

Nagle coś się we mnie odblokowało, powrócił oddech, który nieświadomie wstrzymałem. Coraz wyraźniejsza sylwetka wyłaniająca się z mgły nie pozostawiała złudzeń – zmierzała w moją stronę. Nie wiem czy zostałem zauważony, ale nie miałem zamiaru tego sprawdzać. Zacząłem uciekać w stronę domu ignorując generowany hałas. Przed budynkiem, w niedużej odległości od drzwi piwnicy stała kobieta. Była lekko zgarbiona a splecione na klatce piersiowej ręce wyraźnie wskazywały, że marzła. Na mój widok rzuciła się do ucieczki. Wcale mnie to nie dziwi – miałem obłęd w oczach i niesamowicie dyszałem, a do tego wyglądało to tak, jakbym miał się na nią rzucić.

Wpadłem do piwnicy, zastawiłem drzwi i zacząłem nasłuchiwać. Zdałem sobie sprawę, że nie zamknąłem ich wychodząc. Co w takich przypadkach robi się na filmach? Rozejrzałem się za czymś, co może posłużyć jako broń i ruszyłem w głąb pomieszczenia. Trzymając metalową rurkę w jednej dłoni wyskoczyłem zza ściany dzielącej piwnicę na dwa pomieszczenia. Czułem przypływ adrenaliny i agresji. Chyba nawet wrzasnąłem. Siedzący w kącie kot podskoczył, okręcił się wokół własnej osi i mijając mnie pobiegł w stronę drzwi. Nie mogąc się wydostać zaczął biegać w kółko, a ja w sumie nie wiedziałem, czy biegam za nim, czy przed nim uciekam. Po chwili zatrzymałem się przy barykadzie, kot postawił garba i wpatrywał się we mnie. Poodsuwałem wszelkie zapory i uchyliłem drzwi. Kierując rurkę w stronę zwierzęcia pokierowałem je do wyjścia.

Przed zamknięciem drzwi, przez pozostawioną szparę zauważyłem nieudolnie chowającą się za drzewem kobietę, tę samą, którą wcześniej spłoszyłem. Czy czeka mnie kolejny, nerwowy dzień i nieprzespana noc?

Dodaj komentarz

Proszę Zaloguj się aby komentować pod swoim nickiem