Dzień 3

Piwnica zaczyna mi się dawać we znaki. Śpię na kartonach po sprzęcie elektronicznym, przykrywam się dziurawą plandeką a za poduszkę służy mi reklamówka wypełniona pozostałą po ociepleniu domu wełną mineralną. Ciągle nie mam odwagi wrócić do domu po niezbędne rzeczy.

Jednak nie to obecnie zaprząta mi głowę. Wczoraj wieczorem przez chwilę myślałem, że ktoś chce włamać się do piwnicy. Słyszałem szuranie, ciche stukanie, a po chwili przez szparę pod drzwiami wsunięta została kartka, której zdjęcie załączyłem do dziennika. Mogłem się spodziewać, że spotkany przetrwaniec prędzej czy później będzie chciał się skontaktować. W tym przypadku wcześniej.

Nie wiem co o tym sądzić. Czy ta kobieta mieszka sama i rzeczywiście, podobnie jak ja, próbuje jedynie poradzić sobie z sytuacją poprzez znalezienie wsparcia i zapasów? A może to jakaś zasadzka czy pułapka? A może to tylko moja paranoja, ale w obecnych czasach stawiałbym ją na równi ze zdrowym rozsądkiem. Ostatecznie mogę się tam spróbować zakraść, 113 nie jest daleko a do budynku prowadzi szeroka droga, na której raczej dostrzegę potencjalne niebezpieczeństwa.

Rozpatrywałem plusy i minusy takiego kontaktu. Z jednej strony dodatkowa para oczu i uszu zawsze się przyda, choćby wtedy, kiedy będę musiał wyjść z piwnicy ktoś będzie na miejscu jej pilnował. Z drugiej strony może mnie też ponownie nie wpuścić…  Dodatkowa osoba do podziału zdobyczy (póki co nie mam się czym dzielić). Z listu jednak wynika, że kobieta nie ma zapasów i nie jest typem Xeny wojowniczej księżniczki. Także oprócz siebie będę jeszcze musiał troszczyć się o nią.
Ciekawe kto to. Podczas tego krótkiego “spotkania” jej nie rozpoznałem, a przecież mieszka dość blisko. Możliwe, że próbowała znaleźć pomoc bliżej swojego miejsca zamieszkania i z jakiegoś powodu jej odmówiono. Czy rozsądniej będzie kierować się intuicją, rozumem czy sercem, które podpowiada, że karma wróci?

Pozostawianie jej na pastwę losu byłoby sprzeczne z moimi założeniami i przyjętym pseudonimem. Nie pisałem o nim wcześniej, bo jest dość górnolotny i może sugerować moją zarozumiałość, ale jeśli skojarzył Wam się z postacią jednoczącą ludzi przeciwko apokalipsie i władzy robotów, to trafiliście w sedno. Skoro ja potrzebuję kontaktu z innymi i oznak “normalności”, to zapewne wielu z Was również. Może znajdzie się jakiś specjalista od survivalu, lekarz czy inni fachowcy i urządzimy bazę wsparcia? Czy ja pieprzę teraz głupoty? To też jest możliwe.
Mam w głowie taki mętlik, że nie potrafię podjąć żadnej decyzji, stąd pewnie te rozważania, które odsuwają wszystko w czasie.

Od napisania poprzedniego akapitu minęła godzina. Zdecydowałem, że zaniosę odpowiedź i zrobię to w dzień. W zasadzie już zrobiłem. Na odwrocie otrzymanej kartki napisałem:
“Niestety nie mam nic do jedzenia. Również jestem zdrowy. Na przyszłość proponuję kontaktować się poprzez stronę www.apocalipso.pl lub bezpośrednio connor@apocalipso.pl. Tak jest po prostu bezpieczniej. Czy w pobliskich domach nadal mieszkają ludzie? Widziałaś kogoś ostatnio?”

W trakcie misji nikogo nie widziałem. Jedyne co rzuciło mi się w oczy to kilka martwych ptaków. Zastanawialiście się kiedyś gdzie one umierają? Są ich tysiące, a przez całe życie widziałem może z dziesięć nieżywych. W każdym razie wypad z piwnicy trochę mnie uspokoił i powróciła nadzieja na zdobycie zapasów. Podczas wrzucania kartki do skrzynki na listy bacznie przyglądałem się drzwiom wejściowym i oknom, ale nikt ich nie otworzył, ani w nich nie stanął. To dobrze, widocznie nieznajoma jest ostrożniejsza niż początkowo zakładałem.

Jest wieczór. Nie jadłem od czterech dni i zaczynam być z tego powodu słaby. Pojawiły się zawroty głowy i nudności. Wiem, że z każdym dniem coraz trudniej będzie mi wyjść. Dlatego jutro rano MUSZĘ zdobyć coś do jedzenia. Za cel obrałem jeden z pobliskich, małych marketów. Planu jako takiego nie mam. Jeśli nikt mnie nie zobaczy i cokolwiek przyniosę, uznam to za spory sukces.

Dodaj komentarz

Proszę Zaloguj się aby komentować pod swoim nickiem