Dzień 8

Tej nocy przyśnił mi się prawdziwy koszmar. Taki, po którym nie ma się już ochoty na sen i który pozostawia uczucie niepokoju i uzasadnionego lęku.

Zaczynał się w momencie, kiedy opuściłem dom. Noc rozświetlał wyłaniający się zza chmur karmazynowy księżyc oraz nieliczne, działające jeszcze latarnie uliczne. Ich żarówki przypominały te, które widywałem w ciemniach – pomalowane na czerwono, emitujące upiorne światło.

Biegłem ulicą mijając kolejne zabudowania i mimo, że nie znałem celu podróży, wiedziałem że zmierzam w dobrym kierunku. Czułem rosnącą we mnie wściekłość. Zaciskałem pięści tak mocno, że paznokcie niemalże przebijały skórę dłoni. Zęby miałem zaciśnięte a usta rozchylone jak pies, który ostrzega intruza przed możliwym atakiem.

Zderzałem się ramiona z mijającymi mnie, również biegnącymi ludźmi. Z każdym uderzeniem stawałem się agresywniejszy. Nie umiałem dać upustu swoim emocjom, co doprowadzało mnie do szału. W pewnym momencie z impetem wpadłem na mężczyznę w średnim wieku, który odbił się ode mnie i wylądował na plecach. Zanim zdążył zareagować doskoczyłem do niego przygniatając mu klatkę piersiową kolanami i przez oczodoły wbiłem kciuki czaszkę. Oczy implodowały do wnętrza a z powstałych otworów wylała się bezbarwna ciecz. Zerwałem się i pobiegłem dalej, pozostawiając za sobą wijącego się w konwulsjach człowieka.

Dotarłem do znajomego miejsca. To tutaj zostawiałem listy, korespondując z Magdą. Przeskoczyłem ogrodzenie, obiegłem dom dookoła i wpadłem do środka przez szklane drzwi tarasowe. Kawałki szyby rozsypały się po całym salonie. Nie zważając na doznane obrażenia biegałem od pomieszczenia do pomieszczenia.
Na pierwszym piętrze dostrzegłem słabe światło wydostające się z jednego z pokoi. Wbiegłem do środka prawie wyrywając drzwi z zawiasów.

Na łóżku siedziała ładna, kilkunastoletnia dziewczyna. Do piersi tuliła zdjęcie. Obok niej leżała kartka papieru. Czerwone od płaczu oczy wpatrywały się we mnie, jakby ukazał im się obraz całego zła tego świata. Nie mogłem znieść tego wzroku. Chwyciłem stojący na szafce telewizor i zacząłem ją nim okładać. Jej płacz i dziecięcy jeszcze pisk mieszały się z moimi ochrypłymi okrzykami.

W tym miejscu sen się kończył. Podobno każdy ma dłuższe lub krótsze marzenia senne, ale nie każdy je pamięta. Chciałbym być w tej grupie.

Resztę nocy i część poranka spędziłem na rozmyślaniach. Zastanawiałem się, czy dobrze robię pozostając w domu. Być może w innych rejonach kraju jest lepiej – tych słabiej zaludnionych. Mógłbym się gdzieś przenieść, chociaż sama myśl o podróży wywoływała lęk. Czy lepiej przemieszczać się piechotą, czy najzwyklej w świecie wsiąść w stojące w garażu auto i ruszyć przed siebie?
Jakikolwiek plan rodzący się w mojej głowie miał stały punkt. Muszę odnaleźć Lenę i zabrać ją ze sobą. Czuję, że jestem jej to winien. Jutro się przygotuję i pójdę do domu Magdy. Jeśli dopisze mi szczęście, to w czwartek razem z dziewczyną stąd wyjedziemy. Oczywiście zakładając, że nie zmienię do tego czasu planów a Lena mi zaufa.

 

Dodaj komentarz

Proszę Zaloguj się aby komentować pod swoim nickiem